10 sierpnia 2013

POST DOBOWY- jakie są moje wrażenia i czy zamierzam go powtórzyć?

08:15

Share it Please
Witajcie!

Wczoraj skończyłam moje praktyki w szpitalu. Trochę będzie mi tego brakowało, wszyscy byli dla mnie tacy mili i tak wiele rzeczy wytłumaczyli. Naprawdę zdobyłam cenne doświadczenie, no a dzieci- wspaniałe. Niektóre z nich leżą tam naprawdę długo, bo leczenie żywieniowe jest czasochłonne. Były, gdy przychodziłam i będą pewnie jeszcze przez jakiś czas. No, ale ten post nie miał być o praktykach, tylko o postach dobowych.



Jakiś czas temu robiłam recenzję książki o świadomych głodówkach i nie miałam o tym jakiegoś przychylnego zdania tzn. napisałam, że taki sposób jedzenia może nauczyć sterowania głodem, ale jako sposób odchudzania jest kiepski.
Jakiś czas później znów o nich usłyszałam i moi znajomi wypowiadali się o postach raczej pozytywnie, ale nie chodzi tu o redukowanie masy ciała, tylko bardziej o ogólne samopoczucie i stan ducha. Nie ma co ukrywać, że takie 1-dniowe głodówki raczej nie oczyszczą organizmu, bo to za krótki okres, co najwyżej mogą dać trochę odpocząć jelitom. Postanowiłam więc sprawdzić to na sobie, ale zależy mi na sprawdzeniu czy takie posty poprawią moje samopoczucie czy wyostrzą mój smak i czy takie okresowe obkurczanie żołądka spowodują zmniejszenie porcji przyjmowanego przeze mnie pokarmu.
Jednak by się tego dowiedzieć nie wystarczy jeden raz i dlatego postanowiłam je trochę przedłużyć i przeprowadzać raz w tygodniu przez miesiąc lub dwa, ale to okaże się w trakcie, bo skoro to mają być świadome posty, to nie chcę robić nic wbrew mojemu organizmowi.

W tym poście chciałabym napisać Wam o moim pierwszym razie z poszczeniem.

Do mojego pierwszego postu mentalnie przygotowywałam się przez jakiś czas i rozpoczęłam go w czwartek o 19.
Oczywiście wieczór i noc minęła szybko i miałam 12h z głowy. To zresztą nie było nic nowego, bo zazwyczaj tyle trwa mój nocny post. Poranek też mijał bez problemu, bo było gorąco i nie miałam specjalnie ochoty na jedzenie.
Trochę trudniej było około godz. 9.30-10, bo  zaczęłam odczuwać brak mojego małego motorka napędowego w postaci kawy. Jestem typem niskociśnieniowca, który często "chodzi po ścianach" a bez kawy to już w ogóle. 
Z racji tego, że wczoraj w Krakowie było bardzo gorąco postanowiłam wzbogacić moją wodę do picia o sok owocowy. Taką rozcieńczoną mieszankę popijałam co pewien czas, by zapełnić żołądek i właściwie po głodzie nie było śladu, pomimo tego, że cały czas byłam aktywna.
W okolicy godz. 13 przyszedł dość trudny moment, bo akurat wtedy na oddziale wydawany jest obiad a jednym z moich zadań było czuwanie nad dobrym jego wydawaniem. Na obiad były między innymi leniwe i pomimo tego, że za bardzo ich nie lubię, to miałam na nie wielką ochotę : D
Wychodząc ze szpitala zdałam sobie sprawę, że zostało mi już tak naprawdę niewiele, choć nie przypuszczałam, że będzie to dość trudny czas. Coraz bardziej bolała mnie głowa, spodziewałam się tego i najbardziej obawiałam, bo wiedziałam, że jestem na niego bardzo mało odporna. Ból głowy strasznie mnie spowalnia i przez niego nie mogę normalnie funkcjonować. Nie mogę ani spać ani leżeć, często mam też odruch wymiotny z tego powodu.
Postanowiłam nawodnić się bardziej, wrócić do domu i się położyć i tak też zrobiłam. Jednak nie pomogło na długo i musiałam zakończyć mój post trochę wcześniej niż planowałam i coś zjeść.
Choć jakoś nie pomyślałam o tym, że skoro boli mnie głowa to najprawdopodobniej nie dam też rady nic przełknąć. Spróbowałam i przetrwałam odruch wymiotny. Zaaplikowałam sobie gorącą herbatę i doszłam do siebie.
Moja pierwsza porcja jedzenia była mniejsza niż zazwyczaj i dała mi dużo większą sytość, ale to pewnie dlatego, że mój żołądek był jakoś bardziej skurczony, oczywiście nie trwale, ale czasowo.

Generalnie nie było źle, spodziewałam się, że będę miała gorszy nastrój już od samego rana, jednak tylko popołudnie okazało się najgorsze. Następnym razem być może obiorę inną metodę i spróbuję rozpocząć mój post po śniadaniu. Tzn. zjem ostatni posiłek rano a potem będę pościć przez kolejne 24h, być może ten sposób okaże się lepszy, bo najgorsze godziny przypadną na wieczór i noc. Zobaczymy : )

Pamiętajcie jednak, że takie posty mogą stosować jedynie osoby w pełni zdrowe i bez nastawienia na redukcje masy ciała, bo to nie jest sposób na odchudzanie i tak moglibyście sobie zrobić krzywdę, jeśli byście je przedłużali.

A Wy próbowaliście kiedyś takich postów? Co o nich w ogóle myślicie? 

Pozdrawiam Was,
Beata

5 komentarze:

  1. Ja mam tak, że jak nie zjem czegoś po 4-5 godzinach to zaczyna mi się kręcić w głowie i szybko mdleję. Wolałabym więc nie ryzykować z takim postem. Zresztą w mojej sytuacji taki post nie jest zbyt wskazany ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twój post potwierdził moje obawy... Chyba trzeba się przekonać na własnej skórze jak zareaguje organizm. Muszę jeszcze poczytać o głodówkach i zacząć dzialalność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy jaki będzie kolejny post. Wydaję mi się, że wszystkiemu winne jest odstawienie kofeiny, bo wątpię w to, żeby organizm tak szybko pozbywał się toksyn z organizmu.

      Usuń
  3. w jakim celu stosujesz te jednodniowe posty?
    studiuje dietetykę i chętnie sie dowiem więcej, bo ja jestem przeciwnikiem głodówek pozdrawiam Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie był tylko jeden post. Przymierzałam się do kolejnego, ale ciężko mi to idzie, bo wiem, że będzie boleć mnie głowa a to ból, który ciężko znoszę. Generalnie też nie jestem jakąś zwolenniczką głodówek a w szczególności nieprzemyślanych. Chciałam tylko się przekonać na sobie jak to działa na organizm, czy faktycznie czuć jakąś różnicę, czy wyczula nam się smak, czy zmniejsza się ochota na niektóre produkty czy wręcz przeciwnie rzucamy się na wszystko, ale dopóki nie zacznę robić tego z jakąś regularnoscią, to się nie przekonam.

      Usuń

Na naszym blogu mówimy sobie po imieniu : )