28 czerwca 2013

DLACZEGO NIE JEM MIĘSA A NIE NAZYWAM SIEBIE WEGETARIANKĄ?

08:31

Share it Please
Witajcie!

Wczoraj napisałam ostatni egzamin i choć nie znam jeszcze wyników z dwóch ostatnich  to czuję, że mam wreszcie wakacje (1,5 miesięczna gonitwa sesyjna wykończyła mnie do granic wytrzymałości). Choć na chwilę, bo zaraz wracam do Krakowa na praktyki w szpitalu : )

Dziś po dość długiej przerwie od jakichkolwiek pisanych postów postanowiłam nadrobić zaległości i napisać coś o sobie. Chciałam odpowiedzieć Wam na często zadawane mi pytanie tzn. dlaczego nie jem mięsa i jak to się stało? Ten wpis będzie trochę wprowadzeniem do kolejnych postów, w których będę pokazywać, co jem na co dzień : )

Źródło: thebittenword.com

Przed rozpoczęciem studiów, mniej więcej 5 lat temu, pewnego zimowego wieczoru będąc na imprezie urodzinowej u kolegi i wybierając sobie coś do jedzenia przeleciała mi przez głowę myśl o tym, że mogłabym nie jeść mięsa, bo go właściwie specjalnie nie lubię i nie stanowiłoby to dla mnie wielkiego problemu.
Jak pomyślałam, tak też zrobiłam. Postanowiłam spróbować jak to jest nie jeść mięsa, jak się będę czuła i czy wyjdzie mi to na dobre (dokąd sięgam pamięcią zawsze wszystkie swoje pomysły testowałam na sobie, tak też było z dietami, żywieniem, gotowaniem i eliminacją różnych pokarmów).
Jak się okazało następnego dnia mięsa mi wcale nie brakowało, tym bardziej, że jestem klasycznym przykładem osoby mącznej, tzn. lubiącej wszelkiej maści wytrawne placki, pierogi itd oraz wszelkie sery, nabiał, ryby i jaja. Mięso nigdy nie stanowiło podstawy mojego jadłospisu, choć muszę przyznać, że kiedyś jadłam, go tyle co inni i specjalnie mi to nie przeszkadzało.
W pewnym momencie po prostu zaczęło mi nie smakować i od niego odrzucać. Jako wytłumaczenie tej całej sytuacji słyszałam o teorii, gdzie podobno niedobory witaminy B12 powodują odrzucenie od mięsa, szczególnie smażonego, ale paradoksalnie w mięsie też znajduje się ta witamina i nie przyjmując go jednocześnie zwiększam niedobory. Nie myślałam nad tym faktem za dużo, skoro mnie odrzucało i mi nie smakowało, to go nie jadłam. Tak było i jest mi najłatwiej.
Świadoma jednak walorów odżywczych dobrego jakościowo mięsa uznałam, że należy je jakoś rozsądnie zastąpić i tak oto stałam się osobą nie jedzącą mięsa, ale spokojnie spożywającą nabiał, sery, ryby oraz jaja- w naukowej nomenklaturze taki sposób żywienia nazywa się laktoowowegetarianizmem, choć ja jestem daleka od nazywania się jakimkolwiek słowem, które ma w swoim składzie "wegetarianizm". Uważam, że wegetarianizm to stan ducha, sposób na życie, filozofia żywienia a w moim przypadku to po prostu eliminacja produktu, którego nie lubię. Nie wiąże się z tym żadna ideologia, dlatego nie nazywam siebie wegetarianką. Nie mam problemów z patrzeniem na mięso, z przygotowywaniem go dla rodziny i moich kochanych współlokatorów. Po prostu tylko go nie jem, bo nie lubię.
Często od nowo poznanych osób pada pytanie: jak można nie lubić mięsa? Przecież jest takie dobre! 
Nie mówię, że nie. Dobre gatunkowo mięso, przyrządzone we właściwy sposób na pewno zachwyci podniebienie wielu osób. Ja jednak nie lubię jego smaku, tak jak ktoś może nie lubić grzybów, soi, warzyw czy lodów. To produkt spożywczy jak inny, jednak należy pamiętać, że to dość wartościowe źródło witamin i składników odżywczych (oczywiście mowa tu o mięsie a nie zlepku MOM-u z błonnikiem i barwnikiem dla koloru) i należy przeanalizować swoją dietę, włączyć do niej odpowiednie produkty, by zapobiec ewentualnym niedoborom. Aczkolwiek w przypadku diety laktoowowegetariańskiej myślę, że nie ma problemu z pokryciem zapotrzebowania na składniki odżywcze i mineralne. Jest to różnorodna dieta, więc w większości przypadków nie ma czym się martwić.

Czy ktoś z Was również nie je mięsa? Czy są wśród nas wegetarianie z prawdziwego zdarzenia, weganie, frutarianie?
Chętnie wysłucham Waszych historii : )

Pozdrawiam Was,
Beata.

8 komentarze:

  1. Ha! ostatnio mam podobnie, zmieniłam nawyki żywieniowe i zobaczyłam jakie pyyyyszne potrafią być dania z warzywami i jak urozmaicone i nagle w ogóle nie muszę jeść mięsa. Nie jestem wegetarianką absolutnie! i raz na jakiś czas zaszaleje z wysokiej jakości burgerem, jednak na co dzień myśl o nim mnie odrzuca. Wszelkie przetwory mleczne, jajka itp jak najbardziej, jednak samo mięso nie bardzo. Ja sobie to też tłumaczę tym, że tak często jest ono niskiej jakości i może pamiętając to organizm sam to odrzuca (coś a la złe wspomnienia z dzieciństwa?) ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wegetarianie nie jedzą mięsa. Laktoowowegetarianie jedzą jaja i nabiał. Żaden wegetarianin nie je ryb. Ryby to zwierzęta. Tak więc tajemnica wyjaśniona: nie nazywasz siebie wegetarianką, bo nią nie jesteś :)
    Ja jestem wegetarianką od ponad dwóch lat. W tym czasie , przez chyba miesiąc na diecie wegańskiej, czyli bez żadnych produktów pochodzenia zwierzecego ( jaja, nabiał, miód ).
    Przeszłam na wegetarianizm z ciekawości ;) chciałam zobaczyć jak to jest, i spodobało mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również nie lubię mięsa. Tak naprawdę to od kiedy pamiętam uciekałam na widok kotleta :) Za to uwielbiam ryby!

    OdpowiedzUsuń
  4. Też nie mogę się nazwać wegetarianką, bardziej jaroszką. Nie jem mięsa, ale za to warzywa, strączki, owoce morza, ryby tak :) A dlaczego .... przez wartości zdrowotne, walory smakowe, moje dobre samopoczucie i świadomość że chronię śliczną krówkę i nie pzwolę na szerzenie się tych wstrętnych firm co mają 10 % mięsą a reszta tablica Mendelejewa :)
    Jestem zdrowa, pełna sił i energii. Moja rodzina to akceptuje, choć czasem boją się że jak mnie zaproszą do domu to czegoś nie zjem ... ale wtedy zawsze zostają sałatki i surówki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez stan zanieczyszczenia wód (już nie wspomnę o stawach hodowlanych) w rybie znajdziesz taką samą tablicę Mendelejewa jak w krowie.

      Usuń
  5. Laktoowowegetarianie dopuszczają spożywanie nabiału i jaj. Wegetarianem nie można się nazywać gdzy się je ryby. Choć niektórzy, próbują i nazywają to semiwegetarianizmem.
    Opiszę trochę jak to u mnie wygląda. Przestałem jeść mięso w 2005 roku, wtedy mogłam siebie nazwać wegetarianką, bo jak piszesz to była moja filozofia życiowa. Ale potem zaczęły sie studia, brak czasu na komponowanie posiłków i wróciłam do jedzenia ryb i drobiu. Aż do teraz, uznałam, że okres wakacyjny to idealny czas na to by żywić się warzywami i zbożami i znów zrezygnowałam z drobiu. Teraz wyszły te afery z antybiotykami i zastanawiam sie czy w ogóle do niego wracać.
    Jednak wegetarianką się teraz również nie nazwę, gdyż fakt, że zrezygnowałam z mięsa spowodowany jest głownie względami zdrowotnymi niż etycznymi i ideologicznymi, no i przede wszystkim dlatego ze jem ryby :) Wiem na pewno, że czerwonego mięsa już nie ruszę, obyłam się bez niego już 8 lat a jak będzie z drobiem tego nie wiem. Ryby są zdrowe więc na nie sobie pozwalam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. semiwegetarianizm dopuszcza spożywanie drobiu i czasami mięso czerwone, ja jak i koleżanka Beata jesteśmy na takiej samej diecie tylko że ja zaledwie od 2 tyg i niestety jeszcze nie znalazłam dla nas odpowiedniej nazwy może trzeba ją wymyślić :D ja postanowiłam nie jeść nic co ma futro pierze mech i sierść natomiast jem produkty odzwierzęce takie jak mleko i jaja no i rybki ..
    więc jak mnie nazwać laktoworybowowegetarianinem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah :D Chyba faktycznie trzeba wymyślić nazwę :D laktooworybowegetarianin jest trochę za długa. Może jakiś skrót? :D

      Usuń

Na naszym blogu mówimy sobie po imieniu : )