8 kwietnia 2013

GDY JEDZENIE STAJE SIĘ WYZWANIEM... CZYLI O ANOREKSJI

08:00

Share it Please
Witajcie!

Dziś chciałabym przedstawić Wam tekst, o który zostałam poproszona już dawno temu. Będzie to wpis o zaburzeniach jedzenia, a właściwie dzisiaj tylko o anoreksji. Jeśli będziecie chcieli czytać takie posty, to przygotuje jeszcze o bulimii oraz o kompulsywnym jedzeniu. 

Długo się zbierałam do napisania tego wpisu, bo nie wiedziałam tak naprawdę co mogłabym napisać. Suche definicje znajdziecie na wielu stronach internetowych, więc wolałabym tego uniknąć, z drugiej strony nie jestem także w stanie podać Wam sposobów, które rozwiążą problemy z jedzeniem, bo to długotrwały proces, wyczerpujący i wymagający ogromnego wsparcia ze strony specjalistów oraz najbliższych. Nie opiera się on jedynie na pomocy dietetyka.  
Dlatego postanowiłam napisać o samej istocie problemu, zresztą jeśli interesuje Was ten temat, to czytajcie dalej ; )


Zacznijmy od pewnej historii:

Dzień jak co dzień, budzisz się rano z nowymi postanowieniami, z nową energią, z chęcią zmiany swojego ciała, modnego ubrania i  marzeniem o wianuszku facetów, którzy nie będą mogli pozostać obojętni wobec twojej nowej figury. By jednak urzeczywistnić marzenie, musisz ciężko pracować, zdobyć się na wiele wyrzeczeń, okupić cały proces cierpieniem, aż w końcu się uda.

Modyfikujesz swoją dietę, redukujesz porcje. Z dnia na dzień wycofujesz z jadłospisu kolejny produkt, bo tak jest łatwiej utrzymać na wodzy swój apetyt. Lepiej nie zjeść w ogóle niż pozwolić sobie choćby na kawałeczek.
Zaczynasz więcej ćwiczyć, twoje życie staje się coraz bardziej poukładane. Posiłki zaczynają odgrywać w twoim życiu rolę punktu odniesienia. Teraz planujesz swoje życie tak, byś mógł spokojnie zjeść obiad w domu, zdążyć przygotować sobie coś lekkiego.  Lubisz rozmawiać o jedzeniu, właściwie robisz to bezustannie, ale tego nie kontrolujesz.

Nie lubisz jeść z ludźmi, męczą cię pytania o to, dlaczego jesz w ten sposób, albo dlaczego w ogóle nie jesz. Nie chcesz się tłumaczyć, w końcu to twoje życie, twoje plany i marzenia. Twoje życie kręci się wokół jedzenia, lubisz jeść, ale tego nie robisz, bo przecież dbasz o swoją figurę. Swoje jedzeniowe fantazje przelewasz na talerze najbliższych, lubisz przygotowywać komuś jedzenie.

Z tygodnia na tydzień, chcesz być lepsza, bo nie osiągnęłaś jeszcze perfekcji, ciągle do niej daleko, ale cieszy cię to, że chudniesz, że ludzie to widzą i pytają. Właściwie, to nie potrzebujesz już kolacji, wystarczy Ci śniadanie i przekąska w porze obiadu. Nie musisz jeść, bo nie czujesz głodu i dobrze Ci z tym. 

Czytasz każdą etykietę, przecież musisz wiedzieć, co jesz i ile zjesz. Skrzętnie zapisujesz spożyte kalorie, a każdy nadmiar spalasz kolejną dawką ćwiczeń. Z dnia na dzień Twoje posiłki stają się bardziej monotonne, lubisz przyzwyczajenie i harmonie. Gdy nie masz akurat ulubionego produktu, wolisz nic nie zjeść niż go zastępować. 

Jesteś coraz słabsza, ale na ćwiczenia zawsze znajdziesz siłę, w końcu twoje ciało jest najważniejsze.

Dziś znów usłyszałaś, że jesteś za chuda, cieszy cię to, bo to znaczy, że twoja dieta działa, ale ty nie masz jej wcale zamiaru kończyć, jeszcze nie teraz, przecież jeszcze nie zrzuciłaś wszystkiego.

Jest cię coraz mniej, zarówno fizycznie, jak i duchowo, twoje otoczenie powoli się oddala, przecież oni cię nie rozumieją, nie są w stanie zrozumieć, że wiesz co robisz...Oni się przecież nie znają!


Pewnie większość z Was domyśla się, jakie zaburzenie przedstawiała historia, mowa w niej o anoreksji i ortoreksji (obsesyjne dbanie o jakość swojego pożywienia).

Anoreksja to paskudna choroba, gdzie zaburzenia psychiczne oddziałują silnie na proces przyjmowania pokarmów, objawiając się unikaniem jedzenia a w cięższej postaci całkowitym jadłowstrętem, możemy ją zaobserwować zarówno u nastolatków, jak i u dorosłych, zarówno płci żeńskiej i męskiej. 
Może dotknąć każdego, a rozpocząć się w wyniku np. silnego stresu, depresji, braku akceptacji swojej osoby, bezsilności, chęcią dorównania innym.

Jak z nią walczyć?

Walka z tą chorobą okupiona jest dużym cierpieniem, gdyż z jednej strony uświadamiasz sobie, że musisz zacząć jeść, by przeżyć, a z drugiej nie możesz tego zrobić, bo nadal uważasz, że jesteś niedoskonały. W mózgu toczy się ciągła walka, dlatego bardzo ważne jest, żeby znaleźć przyczynę choroby, najlepsza w tym celu będzie wizyta u psychoterapeuty lub psychiatry. Chory musi rozpocząć terapię, by móc zrozumieć swoje błędy i zacząć je naprawiać. Wtedy z pomocą powinien przyjść także dietetyk, który musi zająć się pokryciem powstałych niedoborów i przywróceniem chorego do normy(pod względem fizycznym).

Wyjście z anoreksji nie jest łatwe, często nim chory zrozumie, że musi się leczyć, jego rodzina podejmuje już kilka prób pomocy. Chory może bronić się jeszcze przed nimi, symulować, udawać, kłamać, naginać rzeczywistość, tak by nie wzbudzać podejrzeń. Wynika to głównie z braku chęci działania przeciwko sobie, a tak właśnie odbiera znormalizowanie procesu jedzenia. 
Każdy, nawet najmniejszy posiłek, różniący się od jego dotychczasowych (będący najczęściej od niego kaloryczniejszym) powoduje kolejną batalię i uruchomienie procesów, prowadzących do zaniechania zjedzenia go.

Słyszałam o wielu miejscach przechowywania jedzenia, sposobach na pozbywanie się go oraz o ekstremalnych przypadkach jedzenia warzyw na wadze, do momentu zadrżenia wskazówki wagi.

Osoby chorujące na anoreksję, naprawdę nie odczuwają  głodu, a nawet jeśli go czują, to ich rajcuje, bo jest dowodem na to, że właściwie prowadzą swoją dietę.

Przypadki anoreksji są obecnie bardzo częste i myślę, że się nie mylę, jeśli powiem, że większość z Was słyszała o takim przypadku w swoim otoczeniu.

Szybka interwencja i spostrzegawczość są w stanie uratować komuś zdrowie i życie. Pisząc ten post dla Was sięgnęłam do statystyk i dowiedziałam się, że 10% anorektyków umiera na skutek wyniszczenia, ale na szczęście 90% możemy pomóc. 

Jeśli macie jakieś pytania, co do istoty choroby zostawiajcie je w komentarzach lub napiszcie do mnie maila (dietetyk24@gmail.com).

Pozdrawiam Was,
Beata

21 komentarze:

  1. Dzięki za ciekawy tekst!
    Myślę, że warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię- anorektyczka zanim dojdzie do skrajnej chudości jest początkowo gruba, lub 'normalna'. Zwracajmy na to uwagę, kiedy ktoś w naszym otoczeniu się odchudza...
    Póki byłam gruba, dla mojej rodziny to nie było problemem, że przez miesiące jadłam po 300-600 kcal dziennie. Zaczęli się czepiać, kiedy schudłam- a to serio trudne z dnia na dzień zacząć jeść 3 razy więcej. Głupia byłam, że wybrałam taką drastyczną dietę, teraz powoli wychodzę na prostą- szkoda tylko, że idzie tak wolno.
    Przez epizody obżarstwa w ciągu ostatniego miesiąca przytyłam ze 2-3 kilo i czuję się fatalnie. Było dobrze, dopóki babcia nie skomentowała mojego 'zbyt dużego apetytu', kiedy sięgałam po kawałek szynki przy świątecznym stole. No cóż, przy BMI 20 nadal jestem uważana za grubasa.
    Tak więc- znowu dieta. Tym razem rozsądnie, ok 1500 kcal.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest, gdy wydaje Ci się, że już wychodzisz na prostą, to wystarczy zaledwie jedno zdanie, że dobrze wyglądasz, że nie już nie jesteś tak przeraźliwie chuda i wszystko potrafi zacząć się od początku...

      Usuń
  2. hmmm jakoś znajomy tytuł wpisu ^^ciekawe jak ta niego wpadłaś???

    niestety czesto przy ed zapomina się ze jedzenie czy też niejedzenie to tylko objaw choroby
    nie wsytarczy zacząć jeść i odzyskać prawidłową masę ciała ażeby wyzdrowieć
    to są bardzo poważne i zagmatwane problemy o podłożu psychicznym.
    terapia jest na prawdę bardzo wyczerpująca,bo przecież trzeba się otworzyć na emocje a nie na jedzenie,trzeba dojść do żródła problemów wewnętrznych....nie można już uciekać do chorobowych schematyzmów i pokonać ten wewnętrzny głosik choroby
    a trudne-bo przecież ona daje nam tak wiele...chudość-czym jest dla osoby chorej?jest czymś pięknym,magicznym można by rzec-czujemy się piekniesze,wartościwowsze..oczywiście to iluzja ale my chcemy życ w tymn kłamstwie...bo jest ono nasze..bo sprawia że czujemy się bezpieczne...i nawet jęsli nasze życie przypomina piekło,to znamy każdy jego zakamarek,wiemy o jaki kamyk się potykamy i znamy ten ból
    wszystko jest przewidywalne a życie zdrowe nie....
    głód niesie ze sobą ten rodzaj pustki który zabija wszelkie uczucia wyższe
    człwioiek chory wydaje się że nie przeżywa,nie odczuwa
    wszytskie emocje przeżywane są na poziomie głodu....



    ja choruje a moze raczej chorowałam ? prawie 9 lat
    i pomyśleć że 3 lata temu ważyłam 27 kg....
    teraz waga nie ma tak wielkiego znaczenia
    dziś jestem szczęsliwa mimo to....


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za ten komentarz. Niesie on za sobą tyle emocji i oddaje całą istotę choroby. Życzę dużo szczęścia i zdrowia. Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ja chorowałam (wydaje się, że choroba jest już poza mną, choć przy BMI 20 marzę o schudnięciu do 54-BMI 19, czy warto?) i mogę dodać, że teraz dopiero widzę , jak moja choroba odcisnęła piętno na mojej rodzinie- tej najbliższej, ale również i dalszej. Tyle co przeszli moi rodzice, rodzeństwo.... Straszne. Coś w naszej rodzinie się zmieniło i to na zawsze. Ale "myślenie o wadze" to chyba już zostanie mi na zawsze. Bardzo dobry tekst, naprawdę!
    Ja bym chciała jeszcze dodać, że dziewczyny, które się odchudzają, nie myślą (w większości) o konsekwencjach. Mi zanikła miesiączka, mam chorą przysadkę mózgową (jadłam max 300 kcal na dzień)i mój organizm nie wydziela hormonów płciowych. Prawdopodobnie nigdy nie będę mamą.
    Według mnie , w szkołach powinna pojawić się edukacja w kierunku odpowiedniego żywienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakochana, ku pokrzepieniu mogę Ci powiedzieć, że ja też miałam problemy z hormonami i to poważne, ale dało się to unormować i przywrócić miesiączkowanie w ogóle, więc bądź dobrej myśli, być może Twoje zaburzenia nie odcisnęły na zdrowiu trwałego piętna i to jest przejściowe. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. otóż to nigdy nie mówi nigdy-ja nie miesiączkowałam ponad 6 lat-zwątpiłam czy kiedykolwiek znów będe-okres przyszedł nagle przy wadze 37(!) i utrzymuje się nadal :)
      a o konsekwencjach faktycznie się nie myśli-każda chyba mówi sobie "mnie to nie dotyczy"
      choć w stanie realanego zagrożenia np.przy problemach sercowych napawa nas strach że jednak nasze życie bywa kruchsze....
      ale nie dziwmy się bo przecież w anoreksja nie tylko postrzeganie własnego ciała się przeinacza-także obraz ogólnego samopoczucia...osoby z ed to osoby o wielkiej sile zaparcia i wytrzymałości...szkoda tylko iż często te atuty działają destrukcyjnie...

      Usuń
  4. Najgorsze w tej chorobie jest to,że w pewnym momencie ma się siebie dość. Dość tej "osoby w mózgu", która mówi że nie ma po co jeść, że jesteś gruba...
    Ja potrafiłam godzinami myśleć o tym co ewentualnie zjem, o której godzinie, wszystko musiało być skrupulatnie zaplanowane.
    Moim zdaniem bardzo ważne jest wsparcie rodziny, ciągłe przypominanie, że za długo to trwa, za długo się leczysz, że nie robisz żadnych postępów, naprawdę nie pomagają. Bo mimo, iż anorektyczka ma siłę i chce się wyleczyć może to trwać bardzo długo i nie powinno się tego procesu przyspieszać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, myślenie o tym, co się zje, gdy się obudzi jest straszne. W pewnym momencie większość myśli krąży wokół jedzenia.

      Usuń
  5. Bardzo dobry tekst. Czasem ciężko przeoczyć ten początek, który przy odchudzaniu jest podobny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też byłam chora, dlatego z wielkim zainteresowaniem przeczytałam ten tekst. Przez caly okres choroby wogole nie myśli się o konsekwencjach, które niestety nie wychodzą od razu wtedy, kiedy zaczyna się jeść. Konsekwencje niedożywienia wychodzą latami, i ja uważam anoreksję, za jeden z największym moich życiowych błędów. Na szczęście epizod ten, w moim życiu nie trwał aż tak długo, bo szybko uwierzyłam innym, m.in. rodzicom i chłopakowi, że coś jest ze mną nie wporządku. Niestety największą trudnością są pierwsze chwile, kiedy nie zdajemy sobie sprawy, że odchudzanie przybrało w naszym życiu katastrofalny wymiar. Ja też spędzałam godziny na planwaniu/myśleniu/analizowaniu jedzenia. Niestety przez chorobę uciekło mi wiele fajnych momentów studenckiego życia. Byłam smutna, nieszczęśliwa, nie widziałam sensu życia, mimo, że otaczały mnie kochane osoby. Niestety wtedy nie zdawałam sobie sprawy jaką krzywdę wyrządzam rodzinie, chłopakowi, a przede wszystkim swojemu organizmowi. Niestety, bo cenę za to płacę od 4 lat, bo od 4 lat jem normalnie. Zaburzenia miesiączkowania - leczone 4 lata, dopiero od pół roku jestem zdrowa, choroby skóry, wypadanie włosów, słabe paznokcie, tycie po zjedzeniu najmniejszej ilości jedzenia, rozregulowany metabolizm, rozregulowanie hormonalne, trądzik, i niedoczynność tarczycy. To są pamiątki po anoreksji. Wierzę, że wszystkie te zdrowotne problemy można wyleczyć, jednak niedoczynność tarczycy, która leczę od pół roku zostanie mi już do końca życia. Więc zaczynając się odchudzać zastanówmy się dobrze czy szczupłe ciało jest warte tego, żeby tak bardzo krzywdzić siebie i innych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, odchudzając się i paradoksalnie spełniając swoje marzenie o swoim wyglądzie nawet nie widzimy kiedy przybiera to zły obrót i zaczynamy krzywdzić już nie tylko siebie, ale i najbliższych. Dziękuje za Twój komentarz.

      Usuń
  7. Przeczytałam ten tekst z zaciekawieniem. Wszystko wydaje się takie znajome, ale człowiek nie dopuszcza do siebie tej myśli. Bo jak nazwać to, że codziennie zjada się 5-6 regularnych posiłków przy czym jest się wychudzonym? Zawsze myślałam, że anoreksja wiąże się z tym, że człowiek unika jedzenia, gdzieś go chowa, nie je zupełnie. Ja jem, ale własnie... dbam o to, aby produkty i potrawy były jak najzdrowsze. Ich przygotowywanie również musi ograniczać nadmierną ilość tłuszczu, soli itd. To już anoreksja czy "tylko" ortoreksja? Może takie pytanie wydaje się dziwne, ale człowiek sam do siebie takiej myśli dopuścić nie chce i często lepiej dowiedzieć się jak wygląda to od strony osób trzecich...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno jednoznacznie zdefiniować anoreksję i trudno oddzielić ją od ortoreksji, bo często jedno wynika z drugiego lub od jednego się zaczyna a na drugim się kończy. Prawda jest taka, że jeśli jesz 5-6 posiłków dziennie, to ktoś może pomyśleć, że ta choroba Cię nie dotyczy, ale jeśli tymi posiłkami są 5 razy dziennie warzywa lub soki, to nie można powiedzieć już, że zdrowo się odżywiasz. Każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie, więc jeśli masz jakieś pytania to odezwij się do mnie na maila.

      Usuń
  8. Witamy ze strony Centrum Terapii Zaburzeń Odżywiania, gdzie na co dzień stykamy się z wieloma odmianami i obliczami anoreksji :) Chciałabym ze swojej strony dodać, że osoby które chorują na anoreksję mają także wyznaczony bardzo restrykcyjny cykl dnia - jeżeli zaplanują posiłek na 11, to chociażby miało się walić i palić - zjedzą tę ćwiartkę jabłka o 11. Jeżeli nie zdążą, jeżeli będzie 11:03 - potrafią ukarać się za "brak perfekcjonizmu" i nie zjeść nic...

    Co do ortoreksji, to nie ma jej w klasyfikacji medycznej - jest tylko wśród psychologii popularnej. To obsesyjne dbanie o zdrowotność posiłków, często bez niedowagi, ale z kompletnym zafiksowaniem na kupowaniu produktów. Takie osoby potrafią wstać 2 godziny przed śniadaniem żeby wyjechać na drugi koniec miasta do konkretnego sklepu po konkretny produkt, mimo że w sklepie obok jest podobny ale... "już nie taki zdrowy". Zaniedbują związki, przyjaciół, rodzinę i pracę dbając obsesyjnie o stan talerza.
    Może to przejść w anoreksję, bo często stopniowo eliminują ilosć jedzenia do zera, bo nic nie jest "dosć zdrowe", ale nie musi. Może też iść w parze z anoreksją.

    Są także osoby z szalenie niskim BMI, które uwielbiają jeść i nie mają z tym problemu, ale gdy mają to robić same, to fiksują się na godzinach przygotowań, na układaniu, przygotowywaniu, celebrowaniu... i nagle okazuje się, że tak długo zajmuje im jeden posiłek, że potem zjedzą jeszcze jeden i koniec. Bo minął im właśnie cały dzień. A jak mają jeść niechlujnie, szybko, "niezdrowo", bez celebracji - to wolą nie jeść wcale. Ale jedzenia się nie boją.

    Odmian jest całe mnóstwo :)

    A czy możemy prosić od strony dietetyka o tekst nt. piki (pica)?

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Świetny pomysł na kolejny post, pojawi się coś na ten temat na blogu. Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Tak czytam i myślę, że byłam już całkiem blisko tej niebezpiecznej lini... Dużo ćwiczeń, regularne posiłki ale z dnia na dzień coraz bardziej obcinanie różnych składników. Dzisiaj zastanawiam się, co by ze mną było gdyby nie wizyta u znajomego z profesjonalną wagą do pomiarów tkanki tłuszczowej, mięśniowej, wody itp. Dopiero wtedy otworzyły mi się oczy i postanowiłam coś zmienić. Zapłaciłam za dietę, która teoretycznie powinna zwiększyć masę mojego ciała - jednak ta uparcie stoi w miejscu. Pomimo to myślę, że to dobrze, że już nie spada w dół, dodatkowo czuję, że jestem zdrowsza. Dzisiaj mija 1,5 miesiąca i jedzenie co tydzień tych samych posiłków zaczyna być nużące, jednak boję się zaprzestać, bo tak na prawdę nie wiem jak jeść aby było dobrze. Liczyć kalorie całe życie?
    Może są jakieś tytuły warte przeczytania, które byś poleciła?
    Cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga - na pewno będę czytać na bieżąco pojawiające się posty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zanim waga ruszy może minąć trochę czasu. Ja zanim zaczęłam przybierać na wadze minęło około roku. Jeśli chodzi o teorię dietetyki to są profesjonalne książki Ciborowskiej lub Gawęckiego, ale to są książki stricte teoretyczne i opisujące w jaki sposób komponować jadłospisy. Jest to wiedza przydatna, ale ujęta z profesjonalnego punktu widzenia. W internecie jest sporo publikacji na temat stanu odżywienia, sposobu odżywiania itd. Tutaj są takie podstawy związane z żywieniem (tak naprawdę podstawy podstaw): https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=6&ved=0CE8QFjAF&url=http%3A%2F%2Fwww.wsse.gorzow.pl%2Fpssedrezdenko%2Fdownload.php%3Fwhat%3Dnews%2FPrawidloweodzywianie.pdf&ei=6OTWUYfuOI31sgan4oGADw&usg=AFQjCNG_o6ddS_Lm9fC1br_HOGl14vRvBA&sig2=m554v-ZD38QKSn0TiP5qGg&bvm=bv.48705608,d.Yms

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź! :) Czyli pozostaje mi cierpliwie obserwować wagę i czekać aż zacznie ze mną współpracować.

      Nawet te podstawy podstaw się przydadzą - zawsze to jakiś start a podstawy trzeba znać :)

      Usuń
    3. Po przeczytaniu powyższego tekstu mam podobne odczucia jak moja poprzedniczka (Basiuchna). Postanowienie powrotu do wagi (w pół roku przybrałam 10 kg), dużo wyrzeczeń, dużo wysiłku fizycznego i jeszcze więcej przykładania się do tego, żeby posiłki były regularne i zdrowe stało się regulatorem mojego codziennego funkcjonowania. Na początku szło świetnie, ogromny zapał, wiedziałam, że to mój mały sukces (udało mi się schudnąć w 3 miesiące 10 kg). Jednak mimo ogromnego zadowolenia z moich postępów rodzina nie podzielała tego w żaden sposób, a wręcz zaczęli ingerować w "moją dietę". No i stało się, pojawiły się problemy zdrowotne (zaburzenia hormonalne), szpital i leczenie. Nie zdawałam sobie sprawy, że to przez "moje odchudzanie" do czasu rozmowy z lekarzem. Teraz jestem cały czas pod kontrolą lekarzy. To co pozostało po "moim odchudzaniu" to dość ładna waga i figura, ale również problem zdrowotny. Obecnie nie odchudzam się, ale nabrałam pewnych nawyków żywieniowych, które codziennie praktykuję i to pozwala mi utrzymać wagę. Basiuchna dobrze, że w porę otworzyły Ci się oczy, u mnie chyba jednak za późno to się stało, a bywa i tak, że do tej pory jestem strasznie wyczulona na punkcie swojego wyglądu i jedzenia...

      Usuń
  10. tyle jest komentarzy więc i ja coś drzuce mam 17 lat sołdycze żucłiam 2 lata temu i nigdy do nich nie wruce nie było to dla mnie wielkie wyrzeczenie więc próbujcie bo warto ;]

    OdpowiedzUsuń

Na naszym blogu mówimy sobie po imieniu : )